Na żywo

 

   Wracam z pracy przemęczony. Zrzucam buty, biorę duży łyk wody, siadam na kanapie i włączam telewizor. Na ekranie od razu pojawia się ładna prezenterka wiadomości:

– Obywatele całego kraju już od godziny czekają z zapartym tchem na odpowiedź na najważniejsze pytanie dzisiejszego dnia, które nurtuje każdego: co znana aktorka – Bernadetta Wurszoń- gwiazda tabloidów i prasy kolorowej- kupiła dziś w supermarkecie? Za chwilę poznamy odpowiedź na to pytanie, ponieważ wózek z zakupami pani Bernadetty zbliża się już powoli do linii kas…

„Jestem znana z tego, że jestem znana“ – typowe hasło celebrytek  i celebrytów, które doprowadza mnie do rozstroju nerwowego. Rzygać mi się chce zawsze, gdy tylko słyszę głupie teksty wypowiadane z przekonaniem przez sławy mass mediów.  Przykład? Proszę bardzo:

– Chciałabym być wegetarianką, ale lubię mięso. 

 

Dobra Dobra prezentuje epatująca czarnym humorem, na poły prawdziwą, na poły surrealną opowieść, która zabierze Cię za kulisy programów telewizyjnych, pt.

 

Na żywo

 

Zaczynam odczuwać pewien rodzaj zażenowania i już mam przełączyć telewizor na inny kanał, gdy program zostaje nagle przerwany:

– Proszę państwa, za chwilę połączymy się z naszym wozem transmisyjnym. Nasz reporter – Krzysztof Alebski – natknął się     w Krakowie na człowieka niosącego ze sobą dużą  siekierę i zmierzającego w nieznanym kierunku. O, widzę, że już mamy połączenie. Halo, Krzysztof, czy nas słyszysz? 

 

Po chwili pauzy, na ekranie ukazuje się reporter ubrany w gustowny czerwony krawat:

– Witam państwa. Jak już zostało zapowiedziane, kilka minut temu na jednej z krakowskich ulic natknęliśmy się na zupełnie nietypową sytuację. Obok naszego wozu transmisyjnego, przechodził mężczyzna trzymający siekierę w ręku. To pan Tymoteusz Zawigrodzki, zatrudniony na nieeksponowanym stanowisku w lokalnym kombinacie PPP – Polski Przemysł Plastikowy, należącym do Indyjskiego funduszu hedgingowego Ralya Sabha. Sytuacja jest na tyle nietypowa, że poprosiliśmy Pana Zawigrodzkiego o kilka słów do kamery. Wywiad ten będzie nadany wyłącznie w naszej stacji informacyjnej. 

 

Kamera pokazuje mężczyznę, z którego twarzy przebija zaciętość  i zdecydowanie. 

– Proszę nam zdradzić, gdzie się pan udaje z tą siekierą?

Człowiek w ortalionowym płaszczu kaszle i krzywo patrzy w oko kamery:

– Ale dostanę pieniądze za to, że się będę uzewnętrzniał przed telewizorem? – pyta.

– Tak, jak ustaliliśmy.

– I dostanę tę kwotę pięciu tysięcy złotych, o których pan żeś mi mówił? 

Reporter z zażenowaniem patrzy na bruk krakowskiej ulicy:

– No, tak. Wszystko tak, jak ustaliliśmy. Podpisał pan przecież stosowne dokumenty.

Zawigrodzki bierze głęboki oddech:

– Idę zajebać tę kurwę Helenę. No tę, co mnie zdradziła i się kurwiła z Mietkiem, znaczy się naszym brygadzistą, kurwa!- oświadcza ze  wzburzeniem w głosie.

– A… ale jak to? – tylko na tyle jest stać zdziwionego reportera.

– Ni mam czasu, kurwa! Tylko mi przesłać te pieniądze do mojego banku! – grozi siekierą tuż przed oczami zzieleniałego reportera, odpycha mikrofon i rusza w swoją stronę.

– Tak nie można, panie! – krzyczy jakiś staruszek stojący w tłumie gapiów.

– Nie można? – dziwi się siekierowy. – A kto panu dał prawo osądzania co można? Co, kurwa? 

– To… nieobyczajne po prostu!

– A wal się pan z tą obyczajnością!- Zawigrodzki odwraca się na pięcie i szybkim krokiem rusza w swoją stronę, pozostawiając za sobą rozentuzjazmowanych ludzi.

 

Kamera podąża za idącym.

– Proszę państwa, jesteśmy świadkami nietypowego zachowania. Nie wiemy nawet, czy ten człowiek mówi prawdę…

– Pewnie, że nie nawijam! – daje się słyszeć głos z oddali.

– Zatem teraz połączymy się ze studiem… 

Na ekranie pojawia się plansza stacji telewizyjnej, a po chwili ładnie ubrany prezenter komentuje to, co przed chwilą widziałem:

– Nie wiemy, co się dalej wydarzy, ale wszyscy jesteśmy bardzo ciekawi rozwoju wypadków. Po krótkiej przerwie na reklamę, połączymy się powtórnie z naszym wozem transmisyjnym. Zostańcie państwo z nami.

 

Na ekranie pojawiają się zielone misie, a ja korzystam z okazji i robię sobie parę kanapek. Chleb jest trochę czerstwy, ale z parówkami i ketchupem przejdzie. Otwieram puszkę lokalnego piwa i z rosnącym zainteresowaniem oczekuję ciągu dalszego. Po chwili na ekranie pojawia się znany mi już prezenter:

– Witamy ponownie po przerwie. Za chwilę połączymy się po raz kolejny z naszym reporterem w Krakowie, który jest świadkiem bardzo nietypowej sytuacji. Mieszkaniec tego miasta przemierza krakowskie ulice z siekierą w ręku, aby dokonać aktu zemsty, prawdopodobnie na swojej konkubinie. Przed kolejną transmisją dodam, że oglądalność naszej stacji w ostatnich minutach bardzo wzrosła. Według niezależnego Instytutu Obserwacji Mediów ogląda nas w tej chwili ponad cztery miliony widzów. Zachęcamy do oglądania naszego programu. W związku ze sprawą pana Tymoteusza Zawigrodzkiego, zaprosiliśmy do naszego studia ekspertów: komendanta policji pana Jerzego Śmudę, znanego psychologa Jacka Gonciarka i młodą aktorkę, doskonale znaną naszym telewidzom z serialu „Żyto“- Nikolinę Silver. 

Goście kłaniają się telewidzom.

 

– Na początek pytanie do pana Śmudy: czy ten człowiek ma szansę przeprowadzić swoją wendettę w kraju prawa i praworządności? 

– Proszę pana. Stróże porządku publicznego zdecydowanie nie dopuszczą do sytuacji zagrażającej zdrowiu i życiu pojedynczego obywatela. Dlatego jestem pewny, że słowa pana Zawigrodzkiego to tylko puszenie się przed kamerami, być może wypływające ze stanu upojenia alkoholowego. Policjanci z pewnością zbadają stan trzeźwości tego obywatela i- w razie pozytywnego wyniku testu- nałożą na niego odpowiedni mandat lub skierują sprawę do kolegium do spraw wykroczeń.

– Mamy już ponownie połączenie z naszym reporterem, Krzysztofem Alebskim. Krzysztofie, co zaszło w ciągu ostatnich kilku minut?

– Witam państwa ponownie z pięknego Krakowa. Pan Zawigrodzki szybkim, zdecydowanym krokiem przemierza ulice miasta. Staramy się za nim nadążyć naszym wozem transmisyjnym. 

 Na ekranie pojawia się chaotyczny, nieco rozmazany obraz nagrywany w ruchu. Bohater transmisji zatrzymuje się przed sklepem spożywczym.

– Zgłodniał żem. Kupie se bułkę – odzywa się do kamery. Po chwili powraca na ulicę z dużym bajglem w ręku.

– Panie Tymoteuszu, gdzie nabył pan tę siekierę? To wyjątkowo duży model…

– Kupił żem ją u Pupka, w tym sklepie ogrodniczym na Kazimierza Wielkiego.

– Czy mają tam duży wybór narzędzi ogrodniczych?

– O tak, kurwa! A siekier to już od zajebania! Hehehe! – Zawigrodzki łapczywie zjada bajgla, poruszając przy tym szeroko swoją żuchwą. 

 

Przenosimy się do studia.

– Są z nami zaproszeni do studia eksperci, którzy pomagają nam lepiej zrozumieć i ocenić zaistniałą sytuację. Spytam teraz naszego kolejnego gościa, znanego psychologa- pana Jacka Gonciarka. Panie Jacku, czy takie groźby słowne są często realizowane w życiu?

– Proszę państwa, trzeba sobie powiedzieć otwarcie, że tego typu groźby, wypowiadane z potrzeby impulsu, bardzo rzadko są realizowane. Uzasadniona obawa zachodzi tylko wtedy, gdy pokrzywdzony, realnie oceniający sytuację, potraktuje groźbę poważnie i uwierzy w możliwość jej realizacji. Jednak nie wiemy, czy pani, do której udaje się nasz rozmówca, tak tę sprawę widzi.

– Przestępstwo groźby karalnej polega na grożeniu innej osobie, popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę jej najbliższego – wtrąca mądrze komendant policji. – Przedmiotem gróźb są przeważnie zapowiedzi aktów przemocy, dokonanie szkód na mieniu bądź ujawnienie kompromitujących informacji (o ile takie ujawnienie naruszyłoby przepisy prawa). Czyn taki ma charakter umyślny. Artykuł. 190 Kodeksu Karnego, paragraf 1. stanowi: „Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”.

– Zatem – według panów – powinniśmy być spokojni o przebieg dalszych wydarzeń?

– Zdecydowanie. Sam udział tego pana w programie jest wystarczającą nobilitacją, ażeby…

– Muszę panu przerwać, gdyż dostaję sygnały, że nasz bohater właśnie doszedł do celu swej wędrówki. Łączymy się z naszym wozem transmisyjnym. Krzysztof, czy nas słyszysz?

Po chwili pauzy na ekranie pojawia się znana już mi postać w czerwonym krawacie:

– Proszę państwa, jesteśmy już na miejscu, do którego chciał dotrzeć pan Zawigrodzki. Według jego słów, to tutaj, na czwartym piętrze mieszka pani Helena oskarżana przez pana Tymoteusza    

o niewierność. Przed budynkiem kręci się tłum fotoreporterów, błyskają flesze… 

Program zostaje przerwany emisją kolejnego bloku reklamowego. Schludna i piękna rodzina przedstawia powód swego szczęścia- nowy proszek do prania białych rzeczy. Na dolnym pasku czytam, że oglądalność programu osiągnęła w tej chwili prawie dziewięć milionów widzów. Dopiero teraz zauważam, że, nie wiedzieć kiedy, wypiłem całą puszkę piwa. Otwieram lodówkę i biorę następną.

 

 – Łączymy się z Chicago – mówi nowy prowadzący, telewizyjny celebryta i zarazem gwiazda tej stacji, Alex Fruk,  ściągnięty        w ekspresowym tempie do dalszego prowadzenia relacji. – Tam do naszego mobilnego studia zaprosiliśmy dwóch wybitnych polonijnych specjalistów od rozrywki. Prosimy o komentarz do wydarzeń. Z Chicago nadaje Albert Mróz. Albercie, czy nas słyszysz?

– Tak, słyszymy was dobrze – na ekranie pojawia się rumiana postać amerykańskiego korespondenta. – Witam państwa z Chicago. Jesteśmy tu wraz z moimi gośćmi – Jerrym Podeshwą    i Mikiem Chlaśniakiem – pod wielkim wrażeniem, tego, co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy w relacji na żywo z Krakowa. Panowie – pytanie to kieruję do naszych gości – czy kreowanie wizerunku gwiazdy w programie publicystycznym  nie wyklucza zaproszenia takiej osoby do jakże popularnego w naszym kraju,          a  nadawanego z serca polskich gór programu „Taniec z Gazdami“?

– Asolutely nie – zaczyna Podeshwa ze swoim śmiesznym, polsko – angielskim akcentem. – Nasze amerykańskie doświadczenia mówi nam, że to nawet jeszcze lepiej jest. Here, aby zdobyć sławę i uznanie publicity, należy dokonać czegoś wręcz spectacular. 

– Zgadzam się z Jerrym – dodaje Chlaśniak. -Wasz show business potrzebuje takich brave menszczyźni jak ten axe-man z Kraków City. 

 – Musimy oddać głos do studia w Warszawie. Dziękuję panom za przybycie.

 

Atmosfera w Krakowie staje się coraz bardziej napięta. Na ekranie widzę wchodzącego po schodach Zawigrodzkiego z nieodłączną siekierą w ręku.

– Co pan teraz zamierza?

– No co, kurwa. Przecież idę ją zajebać, nie? Coś pan z nieba spadł, hehehe.

Obraz przełącza się do studia, gdzie siedzą zaproszeni eksperci.

– Pani Nikolino, czy według pani coś się teraz wydarzy? Czy zostaniemy czymś zaskoczeni? 

Aktorka z uśmiechem poprawia się w krześle, pokazując swoje duże, klinicznie białe zęby:

– Uważam, że to jest prowokacja i nic takiego się nie stanie. Człowieczeństwo to przyjaźń i miłość między ludźmi, i zwierzętami. Tego naucza mnie buddyzm, który…

 

Ekran dzieli się na pół: na jednej części widzimy gości siedzących w studiu, a na drugiej kręte schody krakowskiej kamienicy, słabe, drgające światło, rozmazane obrazy. Wreszcie kamera staje przed jakimiś drzwiami.

– Otwieraj, ty kurwo! – krzyczy przez nie Zawigrodzki. 

Cisza. W telewizji pokazują, jak nasz bohater macha siekierą i z całej siły wali nią w drzwi. Huk, drzwi wypadają z zawiasów, sypie się tynk. Mężczyzna, naładowany adrenaliną, wchodzi do środka. Kamera za nim. 

 

Leżąca obok mnie komórka odzywa się melodyjką Overkill – jednego z moich ulubionych utworów zespołu Motorhead. Odbieram połączenie:

– Też oglądam. Dzięki za cynk! Trzym się stary…

 

Na drugiej połowie ekranu aktorka Silver, nie zauważając wydarzeń w Krakowie, kontynuuje swoją wypowiedź:

– … zawsze stoi na stanowisku pokoju i ahimsy, czyli niezadawania bólu…

– Aaaa! – z telewizora dobiega potworny krzyk kobiety. Zawigrodzki uderza ją siekierą w głowę. Tryska krew, chwilowo przesłaniając obraz. Straszne zamieszanie. Znów widzę wszystko wyraźnie. Kobieta szamoce się ze swoim oprawcą.

– Ty kurwo! – frenetycznie krzyczy intruz.

 

Ze studia słychać niczym niezmąconą dalszą część wypowiedzi Nikoliny Silver:

– … ludziom i zwierzętom. To jest podstawowa zasada, według której żyję i… – jej głos zamiera. Z przerażenia otwiera usta.

– Należało ci się, kurwo jedna! – krzyczy siekierowy, pochylając się nad swoją ofiarą. – Teraz tu zdychaj, kurwa! – kończy i wychodzi z mieszkania. Ostatni najazd kamery na leżącą w krwi kobietę.

 

W studiu w Warszawie celebrytka Nikolina Silver brzydko wymiotuje przez swoje piękne usta kawałkami modnego sushi, a zaproszeni eksperci siedzą jak skamieniali. Obraz na chwilę znika. Znów się pojawia. W telewizorze widać plecy idącego po schodach Zawigrodzkiego.

– Panie Tymoteuszu, co teraz? – dopytuje się dziennikarz w czerwonym krawacie.

– Nie wiem, kurwa. Ale powinniście mi wypłacić teraz tę forsę, coście obiecali, bo jak nie… – mężczyzna przystawia siekierę do głowy Alebskiego i powoli przeciąga ostrzem. Z szyi reportera powoli zaczyna płynąć krew. 

– Oczywicie, pieniądze zostaną przekazane na pańskie konto!  

Znów reklamy. Potem skrót wydarzeń. Nalewam sobie jeszcze jedno piwo. Tak mnie ten program wciągnął…

 

 Na ekranie znów widać studio, ale już bez zaproszonych gości. Transmisja zostaje wznowiona.

– Panie Tymoteuszu – pyta reporter z prowizorycznie owiniętą bandażem szyją. – Czy weźmie pan udział w naszym popularnym programie „Taniec z Gazdami“?

– A zapłacita? 

– Nooo, tak…

– A ile?

– Z pewnością dostanie pan stawkę gwiazdorską…

– Czyli? 

– Myślę, że jest to kwota odpowiadająca cenie dwóch nowych samochodów średniej klasy.

– Pytam ile, kurwa – Zawigrodzki groźnie potrząsa siekierą.

– Tak gdzieś ponad 200 tysięcy złotych… 

Z niedowierzaniem widzę na ekranie wbijającą się w plecy reportera siekierę. Zawigrodzki uśmiecha się, liże zakrwawione ostrze językiem i odchodzi. Duża panika wśród ekipy telewizyjnej. 

 

W tym momencie gaśnie światło. Wyglądam przez okno i widzę, że znów wyłączyli prąd w mieście. Z emocji wypijam jeszcze jedno piwo i padam na łóżko. Nie wiem nawet, kiedy zasypiam. 

 

 Ze snu gwałtownie wybudza mnie walenie do drzwi wejściowych. Zanim zdążę zareagować, sypie się tynk i do środka wpada siekierownik z Krakowa we własnej osobie! Krzyczę ze strachu na całe gardło i spadam z łóżka, boleśnie się tłukąc. Po chwili zbieram się w sobie i rozglądam wokoło: w mieszkaniu jednak jest pusto. Widzę też, że znów włączyli światło. Przecieram mokrą od potu twarz. 

 A swoją drogą to jednak ciekawe, co też znana aktorka – Bernadetta Wurszoń, gwiazda tabloidów i prasy kolorowej – zakupiła wczoraj w supermarkecie?

 

KoNiEc

DoCo 2011

 

Opowiadanie dostępne także do słuchania jako audiobook:

Vector image by VectorStock / burlak