Sprzedawca

 

   Owego spokojnego, letniego popołudnia siedziałem sobie na kibelku  czytając gazetę. Jednak jakoś nie udawało mi się skoncentrować na tekście pisanym przez światłych i mądrych redaktorów z dużego miasta. Moje myśli krążyły wokół czarnowłosej wiolonczelistki spotkanej poprzedniego dnia w miejskim autobusie. Nie mogłem od niej oderwać oczu. Zgrabnie obejmowała instrument swoimi długimi ramionami a jej piersi rozkosznie podskakiwały na każdej nierówności, po której przejeżdżał pojazd. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, jednak przez moją wrodzoną nieśmiałość nie poczyniłem kolejnego kroku. Zresztą zanim się obejrzałem piękna dziewczyna wysiadła i poszła w swoją stronę a ja zostałem w autobusie jak ten przysłowiowy palec.

 

Mój członek, pobudzony wspomnieniem dnia wczorajszego, rozpoczął powolną erekcję, gdy niespodziewanie zadzwonił dzwonek u drzwi. Szybko się oporządziłem, spuściłem wodę i otworzyłem zamki. Przed sobą zobaczyłem młodego człowieka, ubranego w nieco niemodny garnitur. Widok nietypowy w letni dzień. Może kto umarł albo się hajtnął…? Jego twarz pokrywały pryszcze a u nóg stała wielka, czarna torba. Przybyły uśmiechnął się odsłaniając tym samym tragiczny stan swojego uzębieniu.

 

– Czy pan lubi Elvisa? – spytał konfidencjonalnie bez zbędnego powitania. No tak, znów kolejny akwizytor będzie mi chciał ożenić zestaw płyt króla popu…

– Presleya? Lubię go do dziś. Mój gość przestąpił z nogi na nogę:

– Ale Presley nie może być w żadnym wypadku tematem naszej dzisiejszej rozmowy – oświadczył. Zaintrygował mnie swoim nietypowym rozpoczęciem rozmowy. Domokrążcy tak nie gadali. Młody człowiek otworzył dużą torbę i ostrożnie wyjął z niej wieszak na ubranie.

– Wieszak ubraniowy – wypowiedział z uwagą. Nie odzywałem się tak przez dziesięc sekund, bo przyznam, że lekko mnie zamurowało.

– No i? – uniosłem brwi. Czyżby szykowała mi się rozmowa z inteligentnym inaczej?

– Ładny kolor – przybyły pogładził krawędź wieszaka z nieukrywaną lubością.

– No… zgadza się. Taki… nietypowy?

– Chciałby może szanowny pan mieć taki wieszak na własność? – jego krzywe zęby wyszczerzyły się w przyjaznym uśmiechu.

– Wie pan, nawet ładny jest… 

 

Młody człowiek obserwował mnie z dużą uwagą. Po chwili pochylił się w moją stronę i spytał cicho:

– Pan wierzy?

– W Elvisa czy w wieszaki? – odparowałem. Może trochę zbyt głupio?

– No nie… Pytam, czy pan wierzy w jakąś formułę religijną?

– Co?

– No… Chodzi mi o to, czy w Boga pan wierzy? Jeszcze raz obrzuciłem go wzrokiem. Zadaje nietypowe pytania, intryguje… Postanowiłem w to wejść:

– Wierzę. W tym bloku każdy wierzy. Z ust domokrążcy wydobył się oddech ulgi:

– Bo ja sprzedaję wieszaki. „Co ma wiara wspólnego z wieszakami?“ – przebiegło mi przez myśl.

– Ale ja nie potrzebuję wieszaka. Wszystko mam powieszone a nawet kilka sztuk mam w zapasie…

– Moje są w ładnym i niespotykanym kolorze – przerwał.

– Nie przeczę.

– I kręci im się haczyk. O tak, proszę spojrzeć. – mężczyzna zaczął kręcić nim w obie strony.

– Mimo wszystko nie potrzebuję – stwierdziłem stanowczo. 

 

Nasza rozmowa urwała się na chwilę. Akwizytor lekko zaczerwienił się na twarzy a po chwili pierdnął.

– Oj, przepraszam! –  wachlował dłońmi powietrze. – To z powodu mojej wysoce sojowej, zdrowej diecie wegetariańskiej – przez chwilę drapał się po głowie. – Ale to nie są zwyczajne wieszaki, wie pan?

– Nie może być! – powiedziałem lekko kpiąc.

– Bo to są wieszaki dla ludzi wierzących!

– Co? – wyrwało mi się z gardła.

– Ma pan Biblię w domu?

– Biblię? – udałem niedouczonego prostaczka.

– No… Pismo Święte – wyjaśnił cierpliwie.

– A! Wie pan… nie mam. Wystarczy mi chodzenie do kościoła. Tam czytają na głos słowa w niej zawarte i wystarczy tylko słuchać, co… 

– No to kupując taki jeden wieszak ode mnie za cenę umowną już pan ją będzie miał! Robiło się coraz weselej. Nigdy dotąd nie spotkałem podobnego oryginała.

– Jak to? – brnąłem dalej.

– Widzi pan ten obracający się w obie strony haczyk?

– No.

– No to trzeba stwierdzić, że ten haczyk obraca się w obie strony…

– I…? 

– Ale jak się go pokręci siedem razy w kierunku odwrotnym do kierunku siły grawitacji, to ten wieszak się zmieni.

– Zmieni?

– Zmieni!  „ O, kurka“ – pomyślałem sobie. – „Ale świr.“

– Zmieni się w co? – dociekałem.

– W Biblię! To jest w Pismo Święte w rzeczy samej – wyjaśnił. Popatrzyłem w jego oczy. Biło z nich pełne przekonanie do tego co mówił.

– A jak już wcześniej sobie ustaliliśmy Pisma Świętego nie mam, prawda?

– No właśnie! – ucieszył się. – Dlatego też powinien kupić pan ode mnie ten wieszak!

– Ale ja wieszaków nie potrzebuję. Wszystko, co powinno wisiec wisi a jak sobie kupię coś nowego to mam zapas wieszaków i na jednym z tych zapasowych sobie to powieszę. Jak coś kupię oczywiście… Zresztą nie wszystkie rzeczy da się powiesić. – dokończyłem enigmatycznie.

 

Młody człowiek jakby przestał za mną nadążać. Nie każdemu dane jest być inteligentnym. Zrobiło mi się jednak go szkoda:

– Przepraszam, ale oszukałem pana. Otóż prawda jest taka, iż mam Biblię w swoim księgozbiorze. Stoi o tam, na trzeciej półce od góry i zaglądam do niej systematycznie raz na tydzień. Czy jakoś tak…

– Nieważne! – wszedł mi w słowo. – Czy się ją posiada czy nie to i tak powinno się ją ode mnie kupić razem z wieszakiem.

– „Może powinienem go pogonić?“ – przebiegło mi przez myśl.

– Proszę pana, oto moja oferta: kupi pan jeden taki wieszak za cenę trzech i rozstaniemy się w pokoju.

– A nie na korytarzu? – zadrwiłem. Nie zrozumiał żartu. Zobaczyłem to w jego zdezorientowanym spojrzeniu. 

– Znam te słowne zabawy, drogi panie. A co pan powie na to: „Zabili naszego przywódce“

– Przywódcę?

– A dlaczego nie przy piwie tylko przy wódce? Rozumie pan? Hehe… – ucieszył się szczerząc zęby. Zagiął mnie. Może i nie był taki głupi jak myślałem?

– Wracając do naszej rozmowy: to wyjątkowa okazja, drogi panie. Nigdzie pan takich wieszaków nie kupi. A u mnie wraz z dostawą do domu otrzyma pan jeden wieszak za cenę trzech.

– Za cenę trzech? To znaczy za ile?

– Tysiąc złotych licząc bez podatku, opłat lotniskowych, taryfy klimatycznej, ale za to z niższym, siedmioprocentowym VAT-em…

– Co też pan…

– … na książki. Do tego dochodzi stuletnia gwarancja na sam wieszak oraz bezpłatne członkostwo w ogólnopolskim programie lojalnościowym „Tęcza“ – rozkręcał się przybyły. – Dodatkowo za tę niewygórowaną cenę otrzyma pan kartę uprawniającą do zakupów psiej karmy z dużą zniżką w sieci sklepów z produktami dla zwierząt „Czmyś“. Kolejne zamówienia wieszaków nie będą pana nic kosztować, jeśli nie liczyć opłaty manipulacyjnej tysiąc czterysta złotych bez podatku a dodatkowo będą premiowane rozlicznymi zniżkowymi kuponami w sieci miejskich resaturacjach wegańskich dla frutarian „Marchewa“. Tylko trzeba tam uważać – ściszył głos – bo frutarianie są szczególnie uwrażliwieni na kwestie swojej diety. Jeśli więc się do tego doda, że już przy zakupie drugiego wieszaka jego cena będzie niższa o te wszystkie wyżej wymienione bonusy i do tego towar będzie dostępny za zupełne darmo, to wydaje mi się, że przedstawiłem teraz panu satysfakcjonującą, pełną i wyczerpującą ofertę.

– Wie pan – wycedziłem – tylko świr zakupiłby ten drugi wieszak za tysiąc czterysta bez podatku…

– Dlatego powinien pan go kupić teraz w cenie promocyjnej tysiąca złotych plus wymagane przez prawo podatki, po to, aby nie narażać się w przyszłości na wydatek o wiele większy. Przygryzłem wargę. Jak się gada z nawiedzonymi sprzedawcami? 

– Dobra. Jak pan wie, obecnie wcale nie potrzebuję wieszaka. I jeśli nie ma pan innych propozycji to… Młody człowiek szybko pochylił się nad swoją dużą czarną torbą stojącą u jego nogi.

– Mam – wyszeptał z nabożeństwem i wyciągnął z niej… kolejny wieszak. Identyczny jak poprzedni tylko w innym kolorze. – Mam panu do zaoferowania zakup wieszaka o bardzo atrakcyjnym wyglądzie…

– Ale to jest chyba to samo, co przed chwilą chciał pan mi wcisnąć? 

 

Sprzedawca wydawał się urażony:

– Wcisnąć? Czy myśli pan, że śmiałbym po naszej całej rozmowie proponować panu znów to samo? – spytał. – To tylko fizyczne podobieństwo do poprzedniego modelu. Proszę przyjrzeć się uważniej. Ten kryje w sobie bestsellerową książkę natchnionej pisarki pod tytułem „Życie Cyrusa“ i dodatkowo zawiera zestaw kuponów modlitewnych. Wydziera szanowny pan taki kupon i już modlitwa jest wysłuchana! To się nazywa nowoczesność, drogi panie! Nawet lepsza od internetu, bo nie potrzeba zasięgu sieci wi-fi czy jakoś tak.

– Nie widzę żadnej książki… – przerwałem.

– Bo trzeba pokręcić siedem razy haczykiem, nie pamięta pan? – uśmiechnął się szeroko.

 

I co tu z tym facetem zrobić?

– Nie potrzebuję wieszaka, jak pan już wie – zacząłem zniechęcającą śpiewkę.

– Proszę zwrócić swoją uwagę na cenę promocyjną tysiąc czerysta złotych.

– Co? – zaperzyłem się. – Przecież to jest identyczny wieszak jak ten, który pokazywał pan przed chwilą w cenie tysiąc złotych za sztukę.

– Nieprawda! – młody człowiek podniósł głos. – Tamten był innego koloru i nie zawierał w sobie tej jakże bezcennej pozycji książkowej!

– Wariat – wyrwało mi się z ust.

– Proszę mnie nie obrażać. Jestem licencjonowanym akwizytorem – kolporterem i nie życzę sobie takich osobistych wycieczek. Potrafię sobie wyobrazić, że moja oferta spotyka się z pańskim pełnym niedowierzaniem, ale przecież w prosty sposób może pan skonfrontować moje słowa z zawartością wieszaka. 

– Mogę?

– No pewnie. Tyle, że dopiero po zakupie…

– Po zakupie?

– Tak, po zakupie. Proszę spojrzeć. Dla bezpieczeństwa wieszak jest oklejony specjalnym hologramem autentyczności wydawanym przez odpowiedni organ legislacyjny a jego zerwanie przez zakupem nie jest wskazane i grozi utratą gwarancji nowości i autentyczności. Za to satysfakcja gwarantowana albo wymiana towaru na inny!

– Coś pan pierdolisz, jak potłuczony – wyrwało mi się. – Za przeproszeniem oczywiście.

– Które moje słowa wywołują w panu gniew, drogi panie? – nasrożył się sprzedawca. 

 

Co zrobić? Jak zareagować na tę ofertę? Przecież wcale mi nie potrzebny ten cały wieszak. I jak by tu się pozbyć tego upartego kolesia? 

Eureka!

– Nie podoba mi się jego kolor! 

– A jakie kolory się panu podobają? Tu mnie nie zagnie!

– Cytrynowo-zółto-pomarańczowo-sraczkowy! – wypaliłem cedząc słowa z rozkoszą.

– Proszę bardzo. Oto wieszak w pożądanym przez pana kolorze – zawsze przygotowany akwizytor uśmiechnął się od ucha do ucha, a właściwie od pryszcza do pryszcza, i wyjął ze swojej nieprzepastnej torby wieszak w takim właśnie kolorze. Produkt istotnie miał kolor cytrynowo-zółto-pomarańczowo-sraczkowy i pięknie mienił się swoimi barwami w świetle korytarza – nie można było temu zaprzeczyć. Miałem coraz bardziej dość tego kolesia. Zostałem przez niego pokonany jego szeroką ofertą. Postanowiłem jednak zawalczyć ostatni raz:

– Panie, nie potrzebuję tego wieszaka ani żadnego innego! Rozumiesz pan, jak mówię po polsku?

– Ależ pan w tej chwili nie wie, że go potrzebuje… Rzuciłem się na niego z pięściami.

– Zachowujmy się jak Europejczycy i chrześcijanie dwudziestego pierwszego wieku! – starał się powstrzymać bójkę akwizytor. 

 

Z  drzwi obok wyjrzała sąsiadka i z surową miną przyłożyła palec do ust:

– Ciii.

Uśmiechnęliśmy się do niej przepraszająco.

 

Pierwszy odezwał się sprzedawca:

– Dobra. Wieszak w tym cytrynowo-zółto-pomarańczowo-sraczkowym kolorze zawiera w sobie zapas pewnego produktu spożywczego. 

– I chce pan za niego tysiąc czterysta… – stwierdziłem z rezygnacją. Akwizytor z pewnością zauważył moje zawahanie się. Przecież uczą ich na specjalnych kursach, jak wywierać wpływ na  ludzi, jak rozpoznawać emocje i wreszcie jak skutecznie sprzedawać.

– Ależ nie, drogi panie – odparł z wyższością. – Ten unikalny model kosztuje tysiąc osiemset złotych, oczywiście ze względu na swoją unikalną zawartość. Dodatkowo zmuszony jestem doliczyć pięćset złotych za konsultację.

– Za konsultację?

– Tak, za konsultację. Proszę spojrzeć: po pierwsze – pomogłem panu wybrać właściwy wieszak, o jakim pan skrycie marzył, choć być może o tym nie wiedział, dopóki pan mnie nie spotkał na swojej drodze. Po drugie – cierpliwie wyjaśniałem wszystkie zawiłości z nim związane. Proszę zauważyć, że w nowej cenie tysiąca ośmiuset złotych plus konsultacja dostaje pan zapas ryżu na miesiąc i niezawodny wieszak w jednym. I po trzecie: ten idealny pakiet zawiera dodatkowo ubezpieczenie na życie i dożycie w najlepszej firmie ubezpieczeniowej na naszym rynku! Można więc spokojnie powiedzieć: to wymarzony pakiet dla mężczyzny, który praktycznie podchodzi do życia! I do jedzenia i do powieszenia ubrania!

– A skąd mam wiedzieć, że w tym wieszaku oryginalnej budowy znajduje się ten rzeczony ryż? 

 

Mężczyzna wyjął swoją legitymację:

– Proszę spojrzeć. Zgodność towaru z opisem gwarantuje moja osobista rzetelność akwizycyjna oraz firma marketingu bezpośredniego, dla której pracuję. Legitymacja ze zdjęciem ostemplowana była różnymi kolorowymi pieczątkami wyglądała trochę jak zeszyt do zbierania sprawności harcerskich.

– Trudno mi jednak uwierzyć, że po przekręceniu haczyka pojawi się jego zawartość… jeśli wogóle.

– Nie wiem, czy nadmieniłem, że wieszak ten zawiera zapas ryżu na miesiąc znanej i szanowanej firmy Suong Tsao. Jest to absolutny ryżowy rarytas wyprodukowany w limitowanej, numerowanej liczbie półkilowych torebek z okazji okrągłego jubileuszu firmy. Specjalny smak produktu został zarezerwowany dla koneserów. Rzec można: biały kruk wśród ryży, mój panie!

 

Nie wierzyłem własnym uszom. Gdzieś już czytałem o tym ekskluzywnym ryżu. Mężczyzna powiesił wieszak na klamce od moich drzwi. 

– Jednak się nie zdecyduję – zdecydowałem.

– A to dlaczego?

– Cena…

– Może pan wziąć w kredycie. Przyjmuję też płatności kartami – mówiąc to wyciągnął z kieszeni podręczny elektroniczny terminal.

Westchnąłem. Musiałem mu to powiedzieć i tym samym zakończyć tą całą gadkę:

– Drogi panie. Szanuję pański czas mi poświęcony i wogóle. Jednak cena ta wydaje mi się zbyt wysoka i…

– Powinien pan kupić ten wieszak – przerwał.

– Powinienem?

– Tak, powinien pan. Z czterech jasnych powodów: pierwszy – któregoś dnia znów pojawię się u pańskich drzwi i wtedy nie będzie już przeproś. Po drugie: przy naszym następnym spotkaniu cena nie będzie już tak okazyjna. Po trzecie: wycofując się teraz straci pan w moich i swoich oczach godność, wizerunek i prestiż. Bo przecież już doszliśmy prawie do finału naszej transakcji a pan stara się wymigać. I wreszcie po czwarte: przy dzisiejszym zakupie cytrynowo-zółto-pomarańczowo-sraczkowego wieszaka z limitowanej serii otrzyma pan kupon na spędzenie absolutnie darmowego wieczora ze  smukłą, młodą i jednocześnie utalentowaną wiolonczelistką o czarnych włosach.

 

Wyjąłem portfel, sprzedawca sprawnie autoryzował kartę kredytową i po krótkiej chwili oczekiwania na połączenie z bankiem podpisałem podsunięty druczek. Bez słowa wziąłem do ręki wieszak i starannie zamknąłem drzwi wejściowe. Przez kilka minut trwałem w pełnym oszołomieniu. Wreszcie odważyłem się zerwać hologramową naklejkę i przekręciłem haczyk wieszaka siedem razy. Przed moimi oczami wydarzył się mały cud: wieszak zamienił się w równo poustawiany miesięczny zapas ryżu. Usiadłem w fotelu i otworzyłem pierwszą torebkę. Cały ryż był czarnego koloru a na samym dole torebki ktoś przybił pieczątkę: „Produkt spożywczy nie nadający się do spożycia. Nie do sprzedaży“. W drugiej ręce wciąż trzymałem własnoręcznie przeze mnie podpisany wydruk transakcji na kwotę trzy tysiące dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć złotych.

Wyjrzałem przez okno. Ulica była pusta. Nie ma zlituj.

 

KoNiEc

DobraCobra

05, 07, 2010

 

Image by coolvector on Freepik