Wizyta Mikołaja 2

   Żona leżała na kuchennym stole z wypiekami na twarzy. Jej zamglone, niewidzące oczy wpatrywały się w bliżej nieokreśloną przestrzeń ponad lodówką. Wyglądała tak, jakby coś się jej niedawno stało. Z piekarnika wydobywał się szary dym. Szybko wyłączyłem piec i pomogłem jej wstać. 

– Ojej, ale… ale gorąco od tego pieczenia – zamruczała. W dłoni ściskała nowiutkie kluczyki samochodowe z brelokiem Alfa Romeo. Spojrzała na nie, odepchnęła moją rękę i chwiejąc się stanęła o własnych siłach. Po chwili powoli ruszyła na górę do sypialni, poprawiając po drodze pomiętą sukienkę.

Zdecydowanie działo się tu coś dziwnego. Narzuciłem kurtkę i truchtem wybiegłem na podwórko. Wyminąłem zaprzężonego do sań renifera, który w międzyczasie wypróżnił się obficie na podjazd, otworzyłem drzwi garażu i zapaliwszy światło aż przysiadłem z wrażenia. W środku stała nowiusieńka Alfa Romeo w śnieżnobiałym kolorze metalic. Samochód absolutnie fantastyczny. Tylko… skąd on się tu wziął? 

 

   Wpadłem z powrotem do domu. W hallu oczekiwał Mikołaj. Mnóstwo pytań cisnęło się do mojej głowy:

– Ja chciałem grzecznie, lecz zarazem stanowczo zapytać…

– Skosztujmy najpierw kolację, tak nakazuje dobry zwyczaj – przerwał mi Święty. – Najpierw zjedzmy, a potem podyskutujemy.

 

 Uznałem siłę logiki jego argumentu i usiadłem przy stole wraz z moimi dziećmi; żona nie zeszła na kolację. 

 

Mikołaj zaserwował ucztę w meksykańskim stylu: jako przystawka wjechało awokado zapiekane z kurczakiem i serem oraz łosoś marynowany w soku z cytryny i chili z pomidorami. Do tego gość podał koktajl Golden Margarita. Gdy stanął za Klarą uniesieniem brwi spytał, czy jej też może go podać. Skinąłem głową, jest już przecież prawie dorosła i taka domowa inicjacja alkoholowa wydała mi się jak najbardziej na miejscu. Młodsze dzieci dostały do picia pyszny sok z kaktusa. 

 

Dobra Cobra przedstawia opowieść okołomikołajową, w której bogactwo jest cnotą, a słowo „mój” jest odmieniane nader często i na dodatek w wielu przypadkach, pt. 

 

Wizyta Mikołaja 2

 

Tylko zamknąwszy za sobą drzwi, można otworzyć okno w przyszłość.

Francoise Sagan

 

11

   W milczeniu delektowaliśmy się jedzeniem, absolutnie wyśmienitym jak na mój skromny gust. Staramy się robić rodzinne wypady do restauracji tak dwa, trzy razy w miesiącu, mogłem więc porównać kunszt kuchni Świętego. 

Mój Piotruś zaczął wypytywać Mikołaja o różne rzeczy: a to, ile ma reniferów albo: jak u niego jest zimno. Przysłuchująca się temu Paulina spytała bardziej rzeczowo, skąd Święty bierze pieniądze na prezenty. Nasz gość spokojnie i cierpliwie udzielał odpowiedzi na te wszystkie zadawane pytania. 

Z przyjemnością przysłuchiwałem się tej rozmowie, przypominając sobie jednocześnie moje dzieciństwo i moją wiarę w Mikołaja. Jako dzieci wraz z siostrą pisaliśmy nawet do niego listy. Ileż wtedy było z tego emocji!

 

   Daniem głównym kolacji była pierś kurczaka w sosie mole. Pollo en Mole w wydaniu Świętego pachniała i prezentowała się jednak o niebo lepiej od znanej mi potrawy z miłej restauracji meksykańskiej w naszym mieście. Do jedzenia Święty podał doskonałego caberneta – rocznik dwa tysiące pierwszy – z kalifornijskich winnic Roberta Mondaviego. Cóż za zbieg okoliczności: znałem te winnice i kiedy tylko miałem okazję kupowałem wina tego producenta. Jednak podane wino swym smakiem i doskonałością zdecydowanie je przerastało. Trudno zdobyć ten rocznik, a z katalogów wiedziałem, że ma on swoją dość wysoką cenę rynkową. Tym bardziej radowałem się więc z tej niecodziennej degustacji w naszym domu. Wino miało wyczuwalny aromat czarnych owoców o lekko cedrowym finiszu. 

Klara popijała ostrożnie ze swojego kieliszka starając się wyrobić własne zdanie na temat trunku. Bardzo mi się to spodobało. Dokładnie tak robią młodzi, którzy dopiero co poznają smak różnych odmian alkoholu. 

 

Mikołaj poprosił dzieci, aby posprzątały po posiłku, na co one się natychmiast zgodziły! Kiedy my je o to prosiliśmy zawsze starały się wymigiwać od tego obowiązku. Niesamowite! Coraz bardziej zaczynałem wierzyć, że przybysz istotnie może być wysłannikiem nieba. 

 

12

   Po wyjściu z toalety spotkałem Mikołaja stojącego w korytarzu przed ustawioną na specjalnym postumencie efraimską figurką Potory. Rzeźba, wykonana z brązu w początkach XX wieku, była jedną z perełek mojej prywatnej kolekcji sztuki. Przedstawiała młodą kobietę afrykańską w jednej z tanecznych póz.

– Są tylko trzy takie figurki na całym świecie – pochwaliłem się. Święty odwrócił się do mnie i spytał:

– Wierzysz w taki bałach? 

– Co? – zatkało mnie. – W jaki bałach? 

– No ten, że zachowały się tylko trzy takie figurki.

 

Ze zdumienia na chwilę zapomniałem języka w gębie. Mój marszand zawsze kupował oryginalne dzieła sztuki, co dodatkowo potwierdzano przez eksperta specjalistę. Te Mikołajowe podejrzenia mierziły mnie coraz bardziej.

– Skąd to wiesz? – spytałem niezbyt miło, drżąc na ciele z emocji. Mikołaj uśmiechnął się:

– Ja też jestem poniekąd sprzedawcą… Przeniósł wzrok na figurkę i przemówił do niej cicho:

– Jeżeli nie jesteś oryginałem to niech cię szlag trafi!

 

Po chwili rzeźba rozpadła się na cztery kawałki, które zabrzęczały na podłodze fałszywym dźwiękiem.

– Aaaa! – krzyknąłem. Złapałem Świętego za koszulę i wysyczałem jadowicie:

– Jak będziesz mi rozwalał moje dzieła sztuki, to ci…

– Najpierw samemu trzeba wiedzieć, co jest dziełem sztuki – przerwał mi grzecznie. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie. Ja z nienawiścią a on z pobłażliwym uśmieszkiem.

– Tato – weszła w rozmowę Klara. – Przepraszam, ale nie najlepiej się czuję. Pójdę na górę odpocząć.

Rozluźniłem uchwyt i odprowadziłem córkę wzrokiem. Potknęła się na schodach. Mikołaj podbiegł usłużnie, wziął ją pod rękę i pomógł jej wejść na piętro.

 

   Poszedłem do salonu i zacząłem gorączkowo wpatrywać się w wiszące na ścianach obrazy. Dokonując zakupu zawsze podpierałem się radą znawcy tematu i niezależną ekspertyzą. Prawda przedstawiała się jednak tak, że gdyby nie ci ludzie, osobiście nie potrafiłbym odróżnić czegoś wyjątkowego od nic nie wartego bohomazu. Płaciłem duże kwoty, aby ukryć niewiedzę, sam do końca nie wiedząc, czy czasem nie jestem nabijany w butelkę. Słowa Świętego sprawiły, że moje rozterki znów powróciły. Zacząłem zdejmować obrazy z haków i oglądałem je ze wszystkich stron. Czego szukałem? Nie wiem. Podświadomie myślałem, że może natrafię na jakiś szczegół, które pomogą mi utwierdzić się w przekonaniu o wyjątkowości danego dzieła. Miałem nadzieję zobaczyć coś, co upewni mnie o jego wartości. Zdejmowałem i obracałem w rękach każdy obraz z mojej kolekcji. Na nic takiego jednak nie natrafiłem.  

 

13

   Z mętlikiem w głowie poszedłem na piętro do naszej małżeńskiej sypialni. Moja piękna żona wciąż z wypiekami na policzkach leżała na łóżku wpatrując się w przeciwległą ścianę. W dłoni nadal ściskała kluczyki do Alfy Romeo.

– Dał ci samochód? – spytałem cicho. Odwróciła się do mnie i powiedziała powoli:

– Poproś Mikołaja, żeby został u nas na noc. Tam na dworzu jest tak zimno… Dotknęła dłońmi swoich policzków:

– Ojej, jeszcze czuję gorąco od tego całego pieczenia. 

Zdecydowanie działo się tu coś dziwnego.

 

   Uchyliłem drzwi sypialni i ze zdziwieniem zobaczyłem Mikołaja wychodzącego z pokoju Klary. Od razu zauważyłem jego krzywo zapiętą koszulę! Krew natychmiast uderzyła mi do głowy. Doskoczyłem do starego i już miałem mu przywalić, gdy Święty odwrócił się i wyciągnął do mnie rękę z ciężką walizką. Sprawnie ją otworzył,  a moim oczom ukazały się grube pliki banknotów. Wpatrywałem się w nie z otwartymi ustami jak urzeczony. 

– Zapomniałem o tym prezencie, zawieruszył się gdzieś… – usprawiedliwił się Mikołaj po czym cicho zszedł na dół. 

 

Podniosłem walizę i wróciłem z nią do sypialni. Usiadłem na łóżku i oczarowany wpatrywałem się w pieniądze. Ile tego mogło być? Z milion? Dwa? A może więcej? Poczucie szczęścia całkiem wypełniło moje serce. Nigdy nie liczyłem, że może mi się przydarzyć coś takiego. Z takimi środkami całkiem inaczej można planować przyszłość. Czułem, że mój poziom pewności siebie ogromnie wzrastał. Zacząłem wyobrażać sobie naszą piękną przyszłość: dalekie podróże, luksusowe hotele, wspaniałe potrawy próbowane na wszystkich krańcach świata… Wreszcie będę mógł pomyśleć o rzuceniu pracy i wdzięczeniu się szefowi. 

 

Nie wiem po jak długim czasie wróciłem do rzeczywistości. Starannie zamknąłem walizkę i schowałem ją pod łóżkiem. Spojrzałem na nieobecną żonę, leżącą z wypiekami na twarzy i znów wezbrała we mnie złość.

 

14

   Idąc na dół cicho zajrzałem do pokoju Klary. Spodziewałem się zastać taki widok, jaki zobaczyłem: córka leżąca w łóżku na wznak z czerwonymi rumieńcami na twarzy. Trzasnąłem drzwiami i pobiegłem na dół. Znalazłem Mikołaja w salonie. Rozparty w fotelu raczył się naszym koniakiem. 

– Tatusiu – odezwała się z tyłu Klara. – Zobaczyłam jaki jest dla nas hojny… i dla mnie też. Nie wiem dlaczego, ale zamknęłam oczy i go pocałowałam. A potem świat wirował w mojej głowie i nic więcej nie pamiętam. 

 

Zacząłem ciężko oddychać. 

– To ona pierwsza przyssała się do mnie – wyjaśnił z wyrzutem Święty.

– Co? – krzyknąłem.

– Przyssała? – głęboko zdziwiona Klara wciągnęła powietrze. Być może moja najstarsza córka miała w tym momencie kognitywną dysfunkcję mózgu spowodowaną działaniem alkoholu na jej młody jeszcze umysł. Chociaż szczerze w to wątpię…

– I tak memłałaś w moim domu obcego faceta? – dociekałem coraz bardziej przerażony tym, co zaczynałem rozumieć.

– Nie wsadzałam mu języka do ust. Całowałam jak księżniczka! – broniła się głośno Klara. – Spójrz. On jest taki seksowny, czuły, autorytatywny, miły, inteligentny…Nie mogłem więcej tego słuchać. Święty pociągnął mnie na stronę:

– Dzień w dzień coraz bardziej się zaokrągla, ho ho ho – zauważył ze znawstwem. – Chcesz ją niańczyć do starości? Jest już prawie pełnoletnia i ma coraz większe prawo do własnych wyborów.

 

Wyrwałem rękę z jego uścisku i zamachnąłem się do uderzenia. Moje ruchy sparaliżował głośny huk, a po chwili dzwonek do drzwi.

 

15

   Otworzyłem drzwi wejściowe. Z niedowierzaniam zobaczyłem w progu domu drugiego Mikołaja ubranego identycznie jak ten nasz. Na twarzy miał dużo blizn po przebytej niegdyś ospie.

– Naszedł was Huikko? – spytał ostrym dyszkantem.

 

Nie zdążyłem odpowiedzieć, gdy przybyły wypatrzył naszego Mikołaja. Obaj Święci rzucili się na siebie niczym wściekłe psy i zaczęli okładać pięściami gdzie popadnie. Wskoczyłem pomiędzy walczących, starając się ich rozdzielić, ale szybko dostałem mocno w twarz i aż usiadłem z bólu porażony tym aktem czystej brutalności. Walczący Mikołaje roznosili mój salon w perzynę. Wziąłem jedno z solidnych krzeseł i dowaliłem przybyszowi po głowie. Nasz Huikko jakąś nadludzką siłą wywalił go wreszcie za drzwi, które potem zaryglował na wszystkie zamki. Usiadł w holu, ciężko dysząc z wysiłku: 

– No, kto by pomyślał. 

 

   Czułem się upokorzony. Pod przykrywką legendarnego Mikołaja pojawiło się jakieś skandynawskie indywiduum gotowe zniszczyć moralność mojej rodziny. 

– Dlaczego tu jesteś? – spytałem, chcąc dociec prawdy. Mikołaj uśmiechnął się:

– Hmm, nigdy nie przepadałem za takimi bubkami jak ty, wiesz? – prychnął z pogardą. – Dyletanci! Malarstwo, wino, wszystko… Obawiam się, że sztuka jest tworzona dla nielicznej grupy majętnych ludzi, którzy mają czas na interesowanie się nią i posiadają odpowiednie środki, aby ją nabywać. Dzieli ona dziś ludzi ekonomicznie i klasowo – potarł potłuczony policzek, by po krótkiej chwili ciągnąć dalej:

– Zdobyłeś władzę nad obrazami jako przedmiotami. Targujesz się, zdobywasz, handlujesz. A wszystko, co jest wyrazem artysty w dziele, uczucie z jakim obraz tworzył, nie ma żadnych szans na przebicie się do ogółu. Bo obraz jest zamknięty w twoim pokoju i nikt oprócz ciebie nie może go oglądać.

– O, jakie rewolucyjne słowa – zakpiłem. – Co by jednak nie mówić to pieniądz rządzi światem, tak to jest ustawione i nikt z nas tego nie zmieni.

– Ale co z tego ma prosty człowiek? Zastanawiałeś się kiedyś? 

– Może pooglądać sobie reprodukcje, jeśli akurat ma ochotę! – odparłem śmiało.

– A dlaczego ty nie powiesiłeś reprodukcji w salonie? Czy to dla ciebie jakaś różnica? 

– Bo ja, Mikołaju, mogę te obrazy mieć! A w ogóle to nie muszę ci się tłumaczyć z tego co robię. Święty popatrzył mi uważnie w oczy:

– Dyletant. Wydaje ci się, że twoje zbiory są oryginałami? Przecież wcale się na tym nie znasz. Wynajęci ludzie wmawiają ci, że to są oryginały. A ty im wierzysz. A to marni marszandzi. Oszuści – dokończył i splunął na podłogę.

 

16

   Mikołaj uderzył w moje poczucie pewności. Chociaż starałem się nie dopuścić do siebie tej myśli to jednak jakiś wewnętrzny głos mówił mi, że zostałem oszukany. Wielokrotnie oszukany. Żerowano na mojej niewiedzy, wmawiano mi coś, co w ogóle nie było prawdą. Od lat starałem się nie dopuszczać tej myśli do siebie. Aż do teraz. 

– Tato, tato! – do salonu wpadł rozgorączkowany Piotruś oznajmiając dumnie: – Wiesz, że Mikołaj nauczył mnie, jak się masturbować!

– Aaa! – krzyknąłem i rzuciłem się na Świętego z rozpaczą. Był jednak silniejszy. Po chwili szamotania siedział na mnie okrakiem i zaczął mnie dusić:

– Przez takich jak ty musiałem zostać Mikołajem! – krzyczał. – Bo wy bogaci mogliście się kształcić i zajmować kierownicze stanowiska, podczas gdy ja dzień w dzień sortowałem prezenty na dwie zmiany na tym ciemnym zadupiu na północy, a z wypłaty ledwo starczyło na podstawowe potrzeby! Wiesz coś o biedzie? Zagraniczne wakacje, jakieś hobby, które by dawało odskocznię od codzienności? Zapomnij, oj zapomnij! Nigdy nie starczyło czasu, bo musiałem ciężko zasuwać na chleb. 

 

Jego ręce zaciskały się coraz mocniej na mojej szyi. Zaczynałem widzieć jak przez mgłę. Wszystko stało się naraz jasne. Wykorzystał moją żonę i moją najstarszą córkę. Sprowadził na złą drogę mojego syna. A mnie samego przytłumił chojnymi prezentami tak skutecznie, że tego nie dojrzałem. Prezenty! Pieniądze! To one sprawiły, że źle oceniłem sytuację, że pozwoliłem wejść wrogowi pod mój dach. Zaufałem pieniądzom w moim życiu. Zaufałem ich mocy! 

Nagle uścisk zelżał. Święty ze zdziwionym wyrazem na twarzy osunął się na dywan. 

 

Chrapliwie zaczerpnąłem powietrza i ujrzałem żonę pochylającą się nade mną.

– Żyjesz? – spytała z troską w głosie. Nie mogłem wykrztusić ani słowa, łapczywie wdychając powietrze. Ż ręki żony wypadła ciężka rzeźba z brązu, którą przed chwilą uderzyła Mikołaja w głowę.

– Uratowałaś mnie – wydyszałem z wdzięcznością. Objęła mnie, a ja w tej chwili poczułem bliskość, jakiej chyba nigdy z nią nie zaznałem.

 

17

   Piła łańcuchowa z łoskotem zaczęła przecinać nasze drzwi wejściowe. Skoczyłem do okna, by z przerażeniem zobaczyć tego drugiego Mikołaja zawzięcie piłującego drewno z wyrazem szaleństwa na twarzy. Wróciłem do Huikko.

– Obudź się! Budź się, ty stary skurwysynu! – potrząsałem nim, ale to nic nie dawało. Pisk żony zbiegł się z przebiciem przez piłę drzwi w korytarzu. Odryglowałem zamki i kopniakiem otworzyłem drzwi:

– Stój! – krzyknąłem do starającego się rozwalić nasze drzwi drugiego Mikołaja. – Zabieraj stąd tego skurwysyna i obaj wypieprzajcie z mojego domu! Złapałem za koszulę leżacego Huikko i z wysiłkiem wyciągnąłem go na śnieg. 

– Wyjazd! 

 

Kostropaty Mikołaj złapał Huikko za nogi i pociągnął go przez podjazd. Brutalnie wsadził go do kabiny traktora, którym rozwalił naszą solidną bramę wjazdową, wrzucił wsteczny bieg i powoli wycofał pojazd. Szczęk metalu z upadającej na bruk zniszczonej bramy zakończył jego wizytę. 

 

Wróciłem do domu. Nie wiem, ile czasu stałem w holu wpatrując się w moje obrazy. Wreszcie zdobyłem się na odwagę i pozrzucałem je z gwoździ.

 

18

   Skołowany tym niesamowitym wieczorem wróciłem na piętro do naszej ciemnej sypialni. Żona leżała kusząco na brzuchu. Jej piękne pośladki niosły nadzieję ukojenia. Sam nie wiem dlaczego, ale zdarłem z niej majtki i brutalnie wszedłem w nią od tyłu zupełnie, nie zważając na jękliwe protesty. Musiałem wreszcie stać się mężczyzną i oznaczyć swój teren! Nie będzie mi żaden obcy facet współżył z moją żoną. Koniec z moim asekuranctwem. Będę przewodnikiem stada! Musiałem to sobie udowodnić. Rżnąłem ją w jej ciasny jędrny tyłeczek i już czułem rozpoczynającą się ejakulację, gdy…

– Kochanie – z holu dobiegł do mnie głos mojej żony. – Jacyś panowie do ciebie.

 

Zmartwiałem. A po chwili – absolutnie wbrew mojej woli – nasienie wypełniło aż po brzegi pupę naszej najstarszej córki. Jak mogłem w tym wszystkim nie rozpoznać, że to Klara? Jak?

 

19 

   Myśli na ogół chadzają po śladach myśli wcześniejszych. Najważniejsze, że już nigdy nie dam się nabrać oszustom. Do dziś dnia nie wiem, kto zorganizował tę całą mikołajową inscenizację. Konkurencja? Wszak mieliśmy ostatnio w pracy nadzwyczaj dobre wyniki i może komuś zaleliśmy za skórę?

 

 Dostałem do odsiadki kilka lat za paserstwo. Okazało się, że wszystkie rzeczy, którymi zostaliśmy obdarowani przez Mikołaja, zostały skradzione. Co więcej moja kolekcja również w większości pochodziła z rabunku. Byłem więc dla kogoś przechowalnią, za którą dodatkowo sam płaciłem. 

Wymanewrowano mnie, ale wola życia i nabyta przez to całe doświadczenie siła wewnętrzna mówiły, że dam radę i wytrwam w tej próbie. To przecież tylko parę lat. Takie trochę dłuższe wakacje. Ludzie dostają przecież większe wyroki. 

 

Nie miałem tylko pewności, czy moja rodzina jeszcze kiedykolwiek będzie chciała mnie widzieć. I czy czasem po pobycie w więzieniu nie zostanę gejem. 

 

KoNiEc

 

Dobra Cobra

2011/2017

Audiobook:

Vector image by VectorStock / Iashnova