Wróżka Cnotuszka 2

 

– Aaaa! – znów obudziłam się w środku nocy ze świdrującym uszy, przeraźliwym krzykiem.

 

Choć tej nocy nie śniłam o niczym. Wstałam z nie dającym się zagłuszyć, przemożnym pragnieniem zostania facetem.

– Wróżko, Wróżko Cnotuszko! Przybywaj!

 

Zaświszczało, zagwizdało i już po chwili pojawiła się stara, dobrze mi znana, purchawa. Tym razem przybyła lekko zdyszana.

– Wróżko, kurde, nie mam szczęścia do facetów – wyraziłam odważnie myśl, prawie jak nie kobieta. – Jak nie tak, to inaczej, każdy chce czegoś innego, normalnie zwariować można!

– Tak już jest, drogie dziecko, że trzeba szukać swojej drugiej połówki… 

– Nie przerywaj mi, gdy mówię – krzyknęłam. –  Wiem dobrze, czego chcę!

– No, czego? – wydęła usta Cnotuszka. 

 

Odniosłam niemiłe wrażenie, że mnie – głupia – przedrzeźnia.

– Postanowiłam: od dzisiaj chcę być facetem!

– Co?! – zdziwiła się Wróżka. – Facetem? Dziecko, czy ty się z Wackiem na głowy zamieniłaś? E, to znaczy: skąd… skąd masz takie pomysły?

– No bo myślę, że mężczyzna to jednak ma większe szczęście w związkach. Lata z  kwiatka na kwiatek, wszędzie pomajstruje, ewentualnie zapyli, a jak mu się nie spodoba – poleci dalej. A kobieta? Tylko czeka na łaskę pana i władcy, doznając upokorzenia, bo przecież inaczej nie wypada. Czy sądzisz, że to jest fair?

 

Cnotuszka podumała przez chwilę.

– Myślisz, że to takie proste?

– Co, proste?

– No, bycie facetem.

– Pewnie, że tak! – powiedziałam odważnie. – No, raz dwa, dawaj, bo świt nadchodzi i szkoda czasu.

 

Wolę sypiać z mężatkami. Są potem takie wdzięczne.

Giles Foden, Ostatni król Szkocji.

 

Dobra Cobra przedstawia na poły baśń, na poły rzeczywistość

 w swoim najnowszym dziele, pt.

 

Wróżka Cnotuszka 2

 

Pomimo występowania takiej, a nie innej bohaterki dziecięcej (?) w tytule, opowiadanie to 

nie nadaje się raczej do czytania pociechom, gdyż mogłoby niechybnie zryć ich – niewinną, młodziutką i naiwnie niegotową na takie przygody – psyche. 

O czym usłużnie niniejszym ostrzega autor.

 

   Obudziłam się rano i od razu z ciekawością pomacałam okolice krocza. Był tam! Hurra! Mam upragniony męski narząd! Wreszcie będę miała udane życie!

 

Pobiegłam do księgarni po jakieś pomoce, aby się psychicznie przygotować, na zostanie facetem. Wybór był ogromny, widać ostatnio poradnictwo bardzo kwitnie. Wzięłam Jak sprawić, żeby cię błagał, abyś go chciała, w sześciu prostych krokach i Dlaczego mężczyźni kochają najgorsze suki. Nieco się wahałam pomiędzy Czego naprawdę pragną mężczyźni a Czego rzeczywiście pragną mężczyźni, i ostatecznie wzięłam obie pozycje.

Klapnęłam wygodnie na fotelu, lecz już po chwili, z powodu stojącego na sztorc męskiego instrumentu, musiałam się położyć. Nawet posiedzieć nie można? No, ale trudno – wybrałam los faceta i byłam gotowa znieść wszystkie niedogodności tego stanu, aby tylko zostać szczęśliwą.

 

Pobieżna lektura zakupionych pozycji uświadomiła mi prawdziwy obraz męskości bez jakichkolwiek upiększeń.

 

Wieczorem natchnęło mnie, że odtąd powinnam uważać podczas krojenia  cebuli, gdyż fircyk w rozporku był nadzwyczaj żywotny i ruchliwy. Może wypaść ze swojej kryjówki w najmniej spodziewanym momencie i wtedy tragedia! Ale… ale właściwie to który facet kroi w ogóle cebulę?

 

W poradnikach wszyscy autorzy byli zgodni w jednym: mężatki są łatwiejszym celem i tak nie histeryzują.

 

*

   W porze śniadaniowej poznałam w barze mlecznym Klaudię, młodą mężatkę, dziewczynę nieco płochą, a jednocześnie nadzwyczaj głodną komplementów. Dość szybko zaciągnęłam ją do mnie i rzuciłam na łóżko. Dziewczyna mlasnęła i z zadziwiającym znawstwem zabrała się do oralnej roboty, której później nie było widać końca. A to ssała, a to ujeżdżała, a to wpychała we wszystkie możliwe otwory. Normalnie miałam już jej dość, bo nie czułam z tego sportu żadnej satysfakcji, a tylko coraz większy ból od pocierania w kółko i to w różnych ekwilibrystycznych pozycjach.

 

Miałam już dość tego wszystkiego i brutalnie wyrzuciłam Klaudię za drzwi.

– Ha ha ha! Masz za małego! –  krzyknęła z korytarza na odchodne.

 

Co?

 

*

   Troskliwie nasmarowałam zaczerwienionego członusia maścią nawilżającą i ostrożnie opatuliłam go chusteczką higieniczną. Jednak nadal czułam szczypanie, co przeszkadzało w myśleniu.

 

– Wróżko? Wróżko Cnotuszko? – chlipałam. – Pomóż, proszę.

 

Zaświszczało a po chwili w fotelu siedziała moja powiernica smutków i wybawicielka z problemów.

– Wróżko, proszę powiedz, czy ja mam za małego? 

– Za małego?

– No, z pewnością wiesz, bo przecież zmieniłaś mnie w faceta. Czy to, co mam tam w rozporku, jest zbyt małe? Tylko powiedz szczerze!

 

Cnotuszka poprawiła się w fotelu.

– Drogie dziecko, nie ma normy na ten element. Średnia europejska to jest tylko szesnaście centymetrów i…

– Szesnaście? – przeraziłam się na dobre. – Tak mało? Dlaczego tak mało?

– Nie wiem, nie jestem od ustalania norm, drogie dziecko. Ale w fazie wzwodu…

– To ja zdecydowanie chcę większego! – krzyknęłam. 

 

Na szczęście już się nie kłóciła. Zgodnie z życzeniem spełniła prośbę, po czym wstała i wyszła bez słowa.

– I ma mnie zaraz przestać boleć! – rzuciłam za nią.

 

*

   Ale mam dużego! Teraz to żadna nie powie, że jestem ułomna. Poczułam się jednocześnie dumna i dowartościowana. Szybko posmarowałam twarz piżmową wodą kolońską, poleconą mi uprzednio w drogerii, założyłam modną marynarkę, wciągnęłam lśniące buty i ruszyłam na miasto w poszukiwaniu miłości.

 

   Mariola okazała się być – dla odmiany – dzikawą romantyczką, której na dodatek strasznie przeszkadzał mój drogi zapach. Zamiast szybko dać się zaciągnąć do łóżka, godzinami nawijała coś o poezji i gadała kompletnie niezrozumiałym językiem, popijając przy tym jakąś dość podejrzaną z wyglądu ziołową herbatkę. Złapałam się w myślach, że chyba naprawdę wreszcie jestem stuprocentowym mężczyzną, bo nijak nie rozumiałam jej paplania. 

Po północy Mariola poczuła się zmęczoną i wreszcie udało się zaprosić ją do mnie, pod pretekstem wspólnego obejrzenia zbioru pamiątek literackich z dawnych czasów.

 

Na miejscu od razu przystąpiłam do natarczywej gry wstępnej, od której dziewczynie zaraz zakręciło się w głowie i szybko opadła na skórzany futon. Z pewną trudnością ściągnęłam jej grube, beżowe rajstopy wraz z majtkami o wysokim stanie, rozłożyłam chude, białe nogi i z impetem wkroczyłam olbrzymem do jej rzadko uprawianego ogrodu miłości.

– Aaaa! – krzyknęła. – Przebiłeś mnie! Mam teraz dziurę!

 

Ale idiotka! Pewnie, że ma dziurę. Każda baba ma. Po co zaraz krzyczeć i oznajmiać  całemu światu?

 

Mariola – biegając wokoło i nerwowo wymachując ramionami – darła się na całe gardło, że umiera. Siedziałam i z wielkim zadziwieniem obserwowałam całą scenę. Normalnie można zwariować! Nawet mój członek uległ naraz całkowitemu skurczeniu.

 

Wypchnęłam Mariolę brutalnie z mieszkania. Z torebki powypadały przy okazji jakieś małe tomiki poezji i potoczyły się po schodach.

– Idiotka! – krzyknęłam za nią. – Nigdy nie miałaś takiego faceta, jak ja! I mieć nie będziesz, ty głupia, poetycznie zdrowo pochrzaniona, nimfomanko!

 

*

   Gdy później siedziałam z Wróżką przy stole, pijąc zieloną kawę, nie mogłam opanować swojego wielkiego zdziwienia i irytacji.

– Głupie miały przed sobą najlepszego faceta, którego w ogóle mogły spotkać w życiu, a mimo to wydziwiały! Dlaczego? 

– Najlepszego? – zdziwiła się Cnotuszka. – A po czym tak sądzisz?

– Nikt nie ma takiego narzędzia, jak ja, a mimo to każdej coś nie pasowało – zapłakałam. 

– Wydaje ci się, że owe – jak to nazywasz – „narzędzie” jest miernikiem sukcesu w miłości?

– A cóż by innego? Miało być przecież prosto i mile. Tak przynajmniej zapewniali w poradnikach.

– No wiesz – westchnęła Wróżka – Kto tam dziś sięga do książek. Ważniejsze jest porozumienie dwóch pokrewnych dusz, oddanie, miłość, uczucie  i emocje…

– Co ty gadasz, idiotko? – zaperzyłam się nie na żarty. – Emocje? Jakie emocje? Co to jest: emocje?

 

Dopiero teraz zrozumiałam, że dokonała się we mnie stuprocentowa przemiana i gadam już jak typowy facet.

– Chcę być na powrót kobietą!- zażądałam.

– Nie będziesz mnie już więcej wykorzystywała! – krzyknęła nieco histerycznie Cnotuszka. – Zwariować można! Raz tak, raz inaczej. Sama nie wiesz, czego chcesz!

– Nie wiem? – spytałam zaczepnie.

– A pewnie, że nie!

– To ja ci zaraz pokażę – warknęłam i doskoczyłam do Wróżki, przewracając ją na łóżko.

 

*

   Godzinę później, gdy leżałyśmy w objęciach, czułam, jak Cnotuszka leniwie muska moje drobne włoski na pośladkach.

– Ale jesteś fajny – mruczała. – I umiesz zrobić kobiecie tak dobrze, że aż normalnie drętwieją nogi.

– Jak masz na imię? – spytałam.

– Balbina. 

 

A jakżeby inaczej? Czy wszystkie wróżki muszą mieć zawsze tak idiotyczne imiona?

– A wiesz, najbardziej podobają mi się twoje trzy jądra…

– Co? – wrzasnęłam w nagłym napadzie paniki. – Trzy jądra? Co ty gadasz?

 

Szybko pomacałam i faktycznie: naliczyłam dokładnie trzy jaja! Pociemniało mi przed oczami.

– Masz mnie natychmiast zmienić w kobietę! – rozkazałam.

– A po co? – zamruczała Cnotuszka. – Teraz jest dobrze tak, jak jest.

– Ale mi nie jest! Dawaj szybko, głupia purchawo…

– Purchawo? Jak ty do mnie powiedziałaś? Głupia purchawo?

– Bo jesteś głupią, grubą purchawą, a na dodatek z, kurde, cellulitem jak barani kożuch!

– Co???

 

Wróżka rzuciła się z przeraźliwym krzykiem i pazurami, dając mi taki wycisk, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie zaznałam. Później całymi tygodniami opatrywałam potłuczenia, zadrapania i siniaki, przykładając do ran lód i inne środki uśmierzające ból.

 

Furia obrażonej kobiety nie zna granic.

 

*

   Minęło wiele lat życia w czystości i prawości. Nigdy nie zbłądziłam. Trwając w cnocie i wstrzemięźliwości na polu seksualnym, zajmowałam się wieloma szlachetnymi projektami o profilach niekoniecznie dobroczynnych. Zostałam też mimochodem filarem lokalnej społeczności, ciesząc się jej poważaniem, szacunkiem i respektem.

 

Aż do pewnego dnia, kiedy na widok owcy, biegającej po pastwisku, pomyślałam sobie przewrotnie: – Ciekawe jak to jest…

Niestety, ukryty za drzewami młody fotograf, robiący z pasją zdjęcia okolicznej przyrodzie, nie pominął okazji, którą pod sam nos podsunęło życie.

 

Byłam skończona, stając się pośmiewiskiem dla wszystkich mieszkańców miasteczka. Nikt już nie wspominał moich zasług i poświęcenia. Pamiętano tylko o dniu, gdy zbytnio zaprzyjaźniłam się z gospodarskim zwierzęciem.

 

*

   Wyprowadziłam się do głuszy. Jednak i tam nie było mi dane zaznać spokoju. Już pierwszego lata u progu mego gospodarstwa agroturystycznego pojawił się Melchior, ten świrnięty ekolog, z uwieszoną u boku… Wróżką Cnotuszką.

 

Nie poznali mnie, zaślepieni bliskim spełnieniem żądz targających ich duszami i ciałami. Posłusznie wciągnęłam walizki do apartamentu, podczas gdy oni, nie zważając na nic, szli już w pośpieszne pieszczoty. Gdy zamykałam drzwi zaczęli szybko zdzierać z siebie bieliznę. 

Do wieczora łóżko na górze trzeszczało tak mocno, aż zaczęłam myśleć, czy się aby nie rozpadnie i czy sufit to wytrzyma.

 

Gdy już miałam gasić światła, w progu stanął Melchior i poprosił o podanie czegoś mocniejszego.

– Jaki ten świat jest dziwny – jęknął po kilku szybkich łykach.

– Tak? – zapytałam dość głupio i naiwnie, za co zaraz skarciłam się w duchu.

– Poznałem kiedyś piękną kobietę, która miała bardzo, ale to bardzo wąską szparkę. Fajnie są takie. Ale zaraz potem, nie wiedzieć czemu, urodził się dzieciak, który rozepchał jej przedsionek miłości swoim nadzwyczaj wielkim łbem. I teraz to jak… – wstrzymał oddech. – No, teraz to jak bym walił w beczkę po oleju silnikowym, a nie w słodką i wąską dziurkę.

– Po oleju! – wyszeptałam ze zgrozą.

– Nie zrozum mnie źle, ale przez wrodzone poczucie estetyki musiałem ją zostawić. I odtąd szukam kobiety idealnej… – westchnął. – Niestety, bezowocnie.

 

Siedzieliśmy dłuższą chwilę w milczeniu.

– A… ta pani? – spytałam onieśmielona, wskazując palcem na sufit.

– To popieprzona nimfomanka. W kółko gada, że posiada jakieś moce czy coś, ale tak naprawdę jest tylko straszną purchawą o rozmiarze zdecydowanie przekraczającym męskie aspiracje. A na dodatek ma zaawansowany cellulit, więc jak się z taką pokazać na basenie albo na plaży?

 

Podeszłam do Melchiora i pocałowałam go z całej siły w usta. Nie krzyknął ani nie odepchnął. Po prostu ściągnął koszulę, pokazując swój piękny tors. Nie potrafiłam oprzeć się takiej pokusie …

 

*

– Aaa! – krzyknęłam przeraźliwie w środku nocy. – Jestem teraz gejem? To znaczy: gejówą? Wróżko…

 

KoNiEc

 

   Na pamiątkę opisywanych wydarzeń księżą chodzący po kolędzie zawsze piszą kredą na drzwiach tajemniczy napis: K + M + B. Skrót od imion bohaterów tego opowiadania: Klaudii, Marioli i… Melchiora?

 

Dobra Cobra

kwiecień 2014

 

Audiobook:

 

Vector image by VectorStock / vectorstock